Cała trasa
pokazana jest na mapce obok. Kolorem czerwonym zaznaczono przejazd
samochodem, kolorem czarnym - pociągiem, a niebieskim sam spływ.
Wycieczka miała ( z mojego punktu widzenia następujące) cele"
- Powrót do turystyki aktywnej po latach byle jakich urlopów.
- Wspólnota z dziećmi. W domu nie ma czasu.
- Odwiedzenie miejsc pochodzenia dziadka i mamy.
- Ucieczka od pracy, która i ta stała się bardzo nieefektywna i
"naładowanie akumulatorów".
Wycieczka była całkowicie bezsensowna i wariacka ( z punktu widzenia
wszystkich naokoło):
- Wyjazd na Białoruś to samobójstwo.
- Wywożenie dzieci do tego kraju to skrajna nieodpowiedzialność.
- Nigdy nie byłem na spływie.
- Żadne z nas nie ma pojęcia jak się pływa kanadyjką.
- Mężczyzna po 40, które ostatnie 20 lat siedział za biurkiem i ma
kłopoty ze stawami oraz kręgosłupem nie powinien spać w namiocie.
- Prognozy na weather.com są deszczowe na pierwsze 10 z 14 dni (
potem nie wiadomo).
- Umiłowanie brudu nie może być zrozumiane.
Przygotowania polegały na:
- Przejrzeniu listy dyskusyjnej pl.rec.kajaki.
- Wymianie listów z przedstawicielami Związku Polaków na Białorusi
w Lachowiczach
i Pińsku
- Sporządzeniu listy niezbędnych rzeczy na podstawie Internetu i
doświadczeń własnych
- Opracowaniu szlaku na podstawie opowieści "По рекам и
озерам
Белоруссии" ze strony
Поехали!
- Wydrukowaniu map
z Поехали!
- Zgromadzeniu niezbędnego sprzętu
- Zamówieniu kanadyjki w firmie Kaylon (Ukłony!)
- Wyprostowaniu felg w specjalistycznym zakładzie, co zresztą nie
usunęło drżenia kierownicy między 100 a 120 km/h
- Wyrobieniu 2 paszportów, bo akurat skończyły się te z PRL
- Wyrobieniu 3 wiz białoruskich
- Spakowaniu wszystkiego w bezładzie
- Przygotowaniu samochodu
- Zważeniu pakunków i spakowaniu tylko części, także w bezładzie
Prawdę mówiąc wyprawa miała być więcejosobowa, ale wszyscy,
którzy początkowo deklarowali chęć udziału w eskapadzie, jakoś
wymiękli. Zostaliśmy tylko we troje:
- Ja, kierownik wyprawy, stary pirat (44 lata), Gruby Rycho
(78kg/186cm),
- moja córka Magda, najmniejsza z nas (180cm),
- mój syn Kamczak, najmłodszy z nas (14lat), ale za to największy
(189cm) i najcięższy ( spuśćmy zasłonę milczenia, w sumie mieliśmy
poniżej 230kg).
Wycieczka rozpoczęła się w sobotę, 3 lipca 2004 o godzinie 9:30 ( wg
planu miało być o 7:30) i trwała 14 dni
- Gdańsk-Lachowicze
- Lachowicze-Pińsk-Lachowicze
- Wiedźmą i Szczarą do wsi Minicze
- Szczarą za Chociaż
- Szczarą do Załuża
- Szczarą do kanału Ogińskiego i przez jezioro
Wygonowskie
- Samochodem do Telechan
- Z Kraglewicz kanałem Ogińskiego
- piechotą do Łohiszyna i autostopem do
Ławskiej Wólki
- Kanałem Ogińskiego do Jasiołdy
- Jasiołdą
- Piną do Pińska
- Zwiedzanie Pińska i samochodem do Płoskiń
- Pińsk-Gdańsk
W sumie przejechaliśmy 1700 km samochodem i 140 km kanadyjką.