Cała trasa pokazana jest na mapce obok. Kolorem czerwonym zaznaczono przejazd samochodem, kolorem czarnym - pociągiem, a niebieskim sam spływ.
Wycieczka miała ( z mojego punktu widzenia następujące) cele"
  1. Powrót do turystyki aktywnej po latach byle jakich urlopów.
  2. Wspólnota z dziećmi. W domu nie ma czasu.
  3. Odwiedzenie miejsc pochodzenia dziadka i mamy.
  4. Ucieczka od pracy, która i ta stała się bardzo nieefektywna i "naładowanie akumulatorów".
Wycieczka była całkowicie bezsensowna i wariacka ( z punktu widzenia wszystkich naokoło):
  1. Wyjazd na Białoruś to samobójstwo.
  2. Wywożenie dzieci do tego kraju to skrajna nieodpowiedzialność.
  3. Nigdy nie byłem na spływie.
  4. Żadne z nas nie ma pojęcia jak się pływa kanadyjką.
  5. Mężczyzna po 40, które ostatnie 20 lat siedział za biurkiem i ma kłopoty ze stawami oraz kręgosłupem nie powinien spać w namiocie.
  6. Prognozy na weather.com są deszczowe na pierwsze 10 z 14 dni ( potem nie wiadomo).
  7. Umiłowanie brudu nie może być zrozumiane.
Przygotowania polegały na:
  1. Przejrzeniu listy dyskusyjnej pl.rec.kajaki.
  2. Wymianie listów z przedstawicielami Związku Polaków na Białorusi w Lachowiczach i Pińsku
  3. Sporządzeniu listy niezbędnych rzeczy na podstawie Internetu i doświadczeń własnych
  4. Opracowaniu szlaku na podstawie opowieści "По рекам и озерам Белоруссии" ze strony Поехали!
  5. Wydrukowaniu map z Поехали!
  6. Zgromadzeniu niezbędnego sprzętu
  7. Zamówieniu kanadyjki w firmie Kaylon (Ukłony!)
  8. Wyprostowaniu felg w specjalistycznym zakładzie, co zresztą nie usunęło drżenia kierownicy między 100 a 120 km/h
  9. Wyrobieniu 2 paszportów, bo akurat skończyły się te z PRL
  10. Wyrobieniu 3 wiz białoruskich
  11. Spakowaniu wszystkiego w bezładzie
  12. Przygotowaniu samochodu
  13. Zważeniu pakunków i spakowaniu tylko części, także w bezładzie
 Prawdę mówiąc wyprawa miała być więcejosobowa, ale wszyscy, którzy początkowo deklarowali chęć udziału w eskapadzie, jakoś wymiękli. Zostaliśmy tylko we troje:
  1. Ja, kierownik wyprawy, stary pirat (44 lata), Gruby Rycho (78kg/186cm),
  2. moja córka Magda, najmniejsza z nas (180cm),
  3. mój syn Kamczak, najmłodszy z nas (14lat), ale za to największy (189cm) i najcięższy ( spuśćmy zasłonę milczenia, w sumie mieliśmy poniżej 230kg).
Wycieczka rozpoczęła się w sobotę, 3 lipca 2004 o godzinie 9:30 ( wg planu miało być o 7:30) i trwała 14 dni
  1. Gdańsk-Lachowicze
  2. Lachowicze-Pińsk-Lachowicze
  3. Wiedźmą i Szczarą do wsi Minicze
  4. Szczarą za Chociaż
  5. Szczarą do Załuża
  6. Szczarą do kanału Ogińskiego i przez jezioro Wygonowskie
  7. Samochodem do Telechan
  8. Z Kraglewicz kanałem Ogińskiego
  9. piechotą do Łohiszyna i autostopem do Ławskiej Wólki
  10. Kanałem Ogińskiego do Jasiołdy
  11. Jasiołdą
  12. Piną do Pińska
  13. Zwiedzanie Pińska i samochodem do Płoskiń
  14. Pińsk-Gdańsk
W sumie przejechaliśmy 1700 km samochodem i 140 km kanadyjką.